O autorze
Współzałożyciel i członek zarządu Nowoczesnej oraz rzecznik prasowy partii, koordynator konsultacji społecznych i prac programowych Nowoczesnej oraz Sieci Eksperckiej „Lepsza Polska” . Wcześniej zarządzał m.in. ośrodkiem dialogu i analiz THINKTANK, który stworzył. Ekspert w zakresie

Witajcie w roku konfrontacji

Demonstracje opozycji 16 grudnia 2016 r. przeciwko ograniczaniu obecności mediów w Sejmie i nieprawidłowemu głosowaniu budżetu.
Demonstracje opozycji 16 grudnia 2016 r. przeciwko ograniczaniu obecności mediów w Sejmie i nieprawidłowemu głosowaniu budżetu. Nowoczesna, Łukasz Kamiński
To będzie rok konfrontacji. Nieudolny rząd PiS boleśnie skonfrontuje się z realiami. A obywatele i opozycja – z coraz większym „odjazdem” Jarosława Kaczyńskiego.

„Strach, strach rany boskie! Dokąd prowadzisz ten kraj! Stop, stop rany boskie! Oddaj, co zabrałeś! Napraw, co spaprałeś!” – słowa „Czarnego walca” śpiewanego na manifestacjach KOD w całym kraju trafnie oddają nastrój końca roku. Lubię ten walc za jego ponury urok. Lata 80. miały „Mury” Kaczmarskiego, a dziś to on oddaje nastrój niepokoju, ale i groteski w jaką osuwa się obecna władza.

Im bliżej końca roku, tym lepiej widoczne jest zmęczenie toksyczną polityką Jarosława Kaczyńskiego i jego rządu. Jego rządu, bo po roku „złej zmiany” nikt nie ma już chyba wątpliwości, że to szef PiS ponosi całkowitą odpowiedzialność za ten eksperyment.

Władca marionetek
Kaczyński skutecznie wprowadził w swoim obozie rządy silnej ręki. Zmienił w marionetki prezydenta, panią premier i znaczną część jej rządu, marszałka Sejmu i swój klub parlamentarny, a ostatnio także Trybunał Konstytucyjny. Pociąga za sznurki jak i kiedy chce.

Teraz zamierza rozciągnąć swoje autorytarne rządy na całe państwo, zgodnie z pomysłem „państwo to PiS”. Marionetkami mają stać się wszystkie instytucje (od sądów po samorządy). A także – tu nowość – opozycja. Ambicje I Sekretarza PiS sięgają zapewne dalej, sądząc z jego kwaśnych wypowiedzi o Unii Europejskiej. Lider ideowej mniejszości chce podyktować większości Polaków, jak mają żyć i co myśleć.

Kontrrewolucja w natarciu
O co w tym wszystkim chodzi? O ambicję i żądzę władzy? O urażoną dumę i zemstę? Czy jest tu jakiś szerszy plan, czy tylko tępy upór?

Jedno widać wyraźnie. To jest kontrrewolucja. PiS cofa zmiany, które przyniósł 1989 rok. Nie prowadzi Polski dalej, ale wstecz.

To odwrót od Unii Europejskiej, w której członkostwo jest „destrukcyjne” – na rzecz mglistej i niebezpiecznej koncepcji „międzymorza”. Zwrot od gospodarki wolnorynkowej i globalnej w kierunku niesprecyzowanego „udomowienia” i „repolonizacji”. Nawet jeśli miałoby to odbyć się za cenę niższego rozwoju – czyli zachwiać gospodarką i pozbawić Polaków oszczędności. To wreszcie odwrót od społeczeństwa obywatelskiego i samorządności, na rzecz ograniczania swobody obywatelskiej.

Wektor przemian został odwrócony. Ale mamy też swoisty sposób niszczenia instytucji państwa. Jego esencja to sposób podporządkowania Trybunału Konstytucyjnego, telewizji i spółek skarbu państwa. A także erupcja chamstwa i niekompetencji, które w „Rzeczpospolitej Kaczyńskiego” zostały podniesione do rangi obywatelskich cnót.
Prezes zachowuje się jak kapryśny satrapa, i oczekuje, że wszyscy obejmą go z wdzięczności za nogi. Na tej „folwarcznej antyrewolucji” ucierpi jednak nie tylko gospodarka. Koszty będą znacznie wyższe.

Naprawianie państwa łopatą
Sensowna polityka rozwoju jest potrzebna, tak jak zmiany w zarządzaniu państwem. Nowoczesna mówi o tym bez przerwy. Polska potrzebuje zmian. Rozleniwienie, samolubność i nieodpowiedzialność elit, źle zorganizowane państwo, partyjniactwo, tłamszona gospodarka – wiele trzeba poprawić.

Ale istotą kontrrewolucji nie jest szukanie nowego, tylko walka ze starym. Lider PiS walczy ze smokiem, którego już nie ma. Zwalcza ubeków i układ, toczy spory o coś, co minęło lub nie ma znaczenia. Może dlatego w tym tak dużo „starego”.

Kaczyński nudzi i judzi jak Gomułka, Szydło obiecuje, rozdaje i zadłuża jak Gierek, a Błaszczak, Ziobro i Macierewicz straszą jak Kiszczak. PiS tak się zapędził w walce z III RP, że – nie potrafiąc stworzyć IV – wraca do jedynych realiów, jakie dobrze zna. Symbolem łączności między „starymi a dawnymi laty” stał się Jarosław Kaczyński z łopatą w ręku. Szpadlem chce naprawiać państwo. Ale raczej kopie dla niego głęboki dół.

Złuda państwa narodowego
Ta „folwarczna kontrrewolucja” jest podwójnie szkodliwa. Nie tylko zniszczy to, co Polacy osiągnęli dzięki sobie i Unii Europejskiej, ale także zwiększy nasze zapóźnienie. Dlaczego? Bo gra, która toczy się dzisiaj jest o to, jak skorygować demokrację, rynek i relacje społeczne w obliczu globalizacji, rozwiniętych rynków i rozwoju technologii. I o to, jak zdefiniować w ich kontekście sprawne państwo. Gdzie powinno ono ułożyć się z tymi nowymi siłami, a gdzie je pohamować.

Globalizacja i rynki zmieniły pole gry, i choć nie da się ich okiełznać, to sprawne państwo może je kierunkować. Rywalizację państw zastępuje kooperacja w wielu równoległych sieciach powiązań – trzeba umieć się w nich odnaleźć. Coraz większe znaczenie mają miasta i inicjatywy obywatelskie: to dziś nowa siła.

Świat rozwija się dzięki umacnianiu obywatelskości, oddolnego działania, połączonych – a nie przeciwstawionych – ze sprawczą rolą państwa i rynku. Tu, a także w wartościach takich jak otwartość, współpraca, kreatywność – ufundowanych na wolności i swobodzie myślenia – trzeba szukać recepty na sukces narodów.

Ryszard Petru rozumie tę rzeczywistość. Kaczyński jej kompletnie nie pojmuje. Nie zna współczesnego świata i jego zależności. Dlatego nie dostrzega, że państwo starego typu przestało wystarczyć.

Zabijanie polskiego marzenia
Populistyczno – narodowa kontrrewolucja będzie stratą czasu dla Wielkiej Brytanii, USA, Węgier i dla Polski nie tylko dlatego, że jest pójściem na łatwiznę, ale dlatego, że opiera się na fałszywym założeniu. Państwo narodowe nie jest w stanie odpowiedzieć na dzisiejsze wyzwania. I już nie będzie, chyba że wojna cofnie świat do epoki państw narodowych.
Kaczyński, Putin, Trump i Erdogan korzystają z fali. Ale ich słowa i czyny to raczej wyraz bezradności, niż mądrości. Rzeki nie da się zawrócić.

Pomysły Kaczyńskiego też nie dają żadnej nadziei. Globalizacja i rynek są i będą istnieć. Silne i sprawne państwa potrafią się nimi karmić i z nich korzystać. Słabe, nierozumne i źle rządzone – zostaną wykorzystane. Państwa zamieniane w autorytarny skansen są gnuśne, bezmyślne i strachliwe. Husaria i żołnierze wyklęci nie wygrają dla nas bitew przyszłości.

„Rzeczpospolita Kaczyńskiego” będzie niezwykle kosztowna. Eksperci Nowoczesnej wskazują na kilka rodzajów strat. Utratę pozycji i reputacji Polski w świecie, spadek zaufania inwestorów i partnerów. Nieuchronne rozchwianie gospodarki. Zmniejszenie i tak niskiego zaufania obywateli do państwa. Utratę spójności społecznej i rozedrganie.
Spokój i zaufanie mają wymierną wartość. Ludzie cenią pokój, przewidywalność i stabilność. Na tym opierają swoje zamysły i plany. Gdy ich brak, nie myślą o rozwoju. Wszystko, co dziś robi PiS, niszczy polskie marzenie o bezpieczeństwie i dobrobycie.

Pułapka nieistotnego sporu
Z perspektywy ostatnich kilkunastu lat polska polityka bardzo rozczarowuje. Liderom zabrakło odwagi na głębsze zmiany, rozważne państwo, które troszczy się o gospodarkę i o ludzi, łączy nowoczesność z poszanowaniem tradycji.

PiS bije się w niesłusznej sprawie, bo nie ma mapy terytorium. PO ją miała, ale stchórzyła. Gdyby obie partie dały z siebie to, co dobre – jedna trafną diagnozę i wyczucie, a druga odwagę zmian, byłoby inaczej. Ale dały z siebie to co najgorsze – PO tchórzostwo i koniunkturalizm, a PiS – zacietrzewienie, chaos i konflikt.

Tu już nic dobrego się nie zdarzy. Dyskusje polityków PO i PiS to męczące rozpamiętywanie starych krzywd. Przypominają kłótnie zrzędliwych starców, albo stare małżeństwo, które spędza całe dnie na wypominaniu sobie doznanych przykrości. Tymczasem to nadziei potrzebujemy dziś najbardziej. Nie przyniosą jej nieistotne spory.

Ani też paranoje Kaczyńskiego i jego skrajna podejrzliwość. To nowy rys lidera PiS, jaki zobaczyliśmy pod koniec roku. Nieufność, upór i lęk. Wygląda na to, że niszcząc Trybunał Konstytucyjny Kaczyński naprawdę wierzył do końca w jakiś „sędziowski spisek”, który uderzy w ostatniej chwili. Reakcja na wydarzenia w Sejmie i nazywanie ich puczem, który miał na celu obalenie rządu ujawnia, że Kaczyński znalazł się w świecie urojeń i lęku. To już nie jest poważne. To jest jakiś groźny odjazd.

Polska musi iść własną drogą
Moje pokolenie nie daruje jednak Kaczyńskiemu nie za to, jak rządzi, ale za konsekwencje tych rządów. Za „przemoc domową” w skali całego państwa, zamienianie go w rządzony kaprysem dziedzica folwark. Za zawracanie kijem Wisły i rujnowanie przyszłości.

Nowoczesna zaproponowała inną drogę. Wizja Polski Ryszarda Petru to wizja sprawnego państwa, które łączy skuteczność władzy centralnej z potencjałem samorządów i obywateli. To skorygowana gospodarka rynkowa, oparta na mocnych stronach polskiej gospodarki. A przede wszystkim państwo oparte na szacunku i zaufaniu, bo takie działa lepiej niż państwo oparte na podejrzliwości.

My rozumiemy, o co naprawdę idzie gra. Na świecie jest kilkanaście bogatych państw, trochę średniaków i większość krajów, które sobie nie radzą. Każde państwo jest suwerenne inaczej, ma inne obiektywne możliwości i inną siłę oddziaływania wynikającą z gospodarki, historii i prowadzonej polityki.

Jeśli Polska ma być silna, potrzebuje przemyślanej strategii dostosowanej do naszej kultury, gospodarczej specyfiki i specyficznej mentalności. Warszawa to nie Budapeszt. Musimy iść własną drogą, a nie drogą Orbana. Opartą o kalkulację i twardą walkę o swój interes, a nie o ideologiczne i emocjonalne fantazje jednego z polskich polityków, który uzyskał nadmierny i szkodliwy wpływ na państwo.

Dziś wszyscy musimy zaprotestować
Trzeba zahamować ten eksperyment i zminimalizować jego szkody. Dlatego każdy, komu jest bliskie dobro wspólne i kto troszczy się o przyszłość powinien głośno protestować. Nie można pozwolić na demontaż kolejnych instytucji państwa i społeczeństwa obywatelskiego, i udawać, że nic złego się nie dzieje.

Zakrzywiając prawo, Kaczyński przekształca instytucje państwa w instytucje pozorne, fasadowe. Jak dementorzy z Harry’ego Pottera, wysysa z nich duszę i zostawia pustą skorupę. Trzeba być skrajnie naiwnym, by sądzić, że Trybunał Konstytucyjny kierowany przez Julię Przyłębską jest rzeczywiście Trybunałem. To pozór tej instytucji. Została ona pozbawiona swojego sedna: niezawisłości.

Stąd tak ważny jest protest opozycji w Sejmie. Parlament nie może być kolejną wydmuszką. Uznanie, że budżet został przyjęty zgodnie z przyzwoitością i zasadami parlamentarnej pracy to droga do precedensu, który ubezwłasnowolni Sejm. Jako opozycja musimy być w tej kwestii stanowczy i konsekwentni.

2017 rok będzie nieuchronnie rokiem konfrontacji. PiS będzie konfrontował się ze skutkami swoich złych pomysłów. Bańka sloganów i wyobrażeń w której żyje rząd i liderzy tej partii zacznie brutalnie pękać. Politycy PiS tak długo żyli w stwarzanym przez siebie kłamstwie, że mylą je z rzeczywistością. Zderzenie z ziemią będzie bolało. Równolegle, PiS będzie oskarżał opozycję o podsycanie niepokoju i konfrontację. Im bardziej bolesna będzie konfrontacja „złej zmiany” z realnym światem, tym bardziej histeryczne i absurdalne będą oskarżenia opozycji o rzekomą agresywność.

Trzeba to będzie wytrzymać. Kaczyński nie zdławi obywateli i nie przekształci Polski w folwark. Widać już, że straszenie i przekupstwa nie mają tak dużej siły rażenia, jak oczekiwał. Ale zadaniem opozycji jest sprawić, by jeszcze więcej osób uwierzyło w to, że gra toczy się nie o estetykę i drobiazgi, a o rzecz naprawdę ważną – nasze państwo i naszą przyszłość.

„Gwiazdę śmierci” można pokonać
W historii zdarzały się cuda nadziei i skutecznego oporu. Ruchy obywatelskiego nieposłuszeństwa obaliły złe prawa i złe rządy. Indie odzyskały suwerenność i pozbyły się Brytyjczyków dzięki oporowi symbolizowanemu przez Ghandiego. W RPA został zlikwidowany apartheid, w USA udało się znieść segregację rasową, a w Europie runęła żelazna kurtyna.

Ziarno obywatelskiego oporu potrafi zrodzić wielkie owoce. „Gwiazdę Śmierci” można pokonać, bo nadzieja jest najpotężniejszą bronią. Ale pierwszym krokiem jest chęć konfrontacji ze złem i obywatelskie nieposłuszeństwo. Nawet najpotężniej uzbrojony despota nie może rządzić bez minimum współpracy rządzonych. I Kaczyńskiemu też się to nie uda.

Wierchuszka PiS była niedawno na Jasnej Górze, by modlić się o pokój. Ale przywiozła stamtąd tylko zaostrzenie swojej wojny. Trudno liczyć na ich nawrócenie. Więc nam pozostaje życzyć sobie w nowym roku więcej nadziei i determinacji –oraz umiejętności spokojnej konfrontacji.
Kaczyński będzie teraz histerycznie krzyczeć, że opozycja obala państwo i atakuje jego władzę. Ale, jak mówiła Margaret Thatcher, gdy mamy naprzeciwko siebie ludzi, o których wiemy że chcą zmniejszyć naszą wolność, musimy się z nimi skonfrontować. Bez konfrontacji nie da się wzmocnić wartości, w które wierzymy.

Mija słaby rok, zaczyna się kolejny – który nie będzie lepszy. Ale mimo to w ostatnią, ciemną grudniową noc, którą posłowie opozycji spędzą w pustym gmachu Sejmu, warto pamiętać, że światło, jasność i nadzieja rozganiają ciemność.
Trwa ładowanie komentarzy...