Barbarzyńca w pradawnym lesie. Dlaczego wszyscy powinniśmy stanąć za Puszczą Białowieską

Marsz dla Puszczy, 24 czerwca 2017 r., Warszawa
Marsz dla Puszczy, 24 czerwca 2017 r., Warszawa Nowoczesna
Rzadko wpadam w górne tony. Ale uważam, że stosunek do Puszczy Białowieskiej jest dziś sprawdzianem przyzwoitości, niezależnie od naszych osobistych sympatii politycznych. Ktoś, kto nie broni puszczy, popiera „cywilizację śmieci i śmierci”.

Tak zwana „dobra zmiana” i jej heroldzi zdążyli już na tyle przyzwyczaić nas do swoich kłamstw, że potrafimy dobrze odczytywać nawet niewielkie ich znaki. Rytuał wieczornych „Wiadomości”, jawne manipulacje rządowych propagandystów, odwracanie kota ogonem w politycznych spinach – to sztuczki, z którymi zdążyliśmy się już oswoić.

Ale to także pułapka. Oswojenie ze złem stępia nasz umysł. Sprawdza się powiedzenie Stefana Kisielewskiego: „To, że jesteśmy w dupie, to jasne. Problem w tym, że zaczynamy się w niej urządzać”. Przyzwyczajenie osłabia reakcje. Na łamanie praworządności, wybryki i chamstwo, dzikie pomysły. Nasza skóra staje się grubsza. A powinna nadal pozostawać bardzo cienka.

Test Białowieży
Wrażliwość ludzi, którzy są modernizacją i normalnością jest dziś testowana na wiele sposobów. Niszczenie państwa prawa i trójpodziału władzy jest dziś kluczowym i dramatycznym doświadczeniem, choć wielu Polaków w ogóle nie czuje powagi sytuacji. Jest zbyt abstrakcyjna.

Ale Trybunał Konstytucyjny w obecnym składzie to fasada, ponury żart. Podobnie jak operetkowy urząd prezydenta, działania „ministra bezbronności” – Antoniego Macierewicza, cynizm ministra spraw wewnętrznych Mariusza Błaszczaka czy antyimigrancka histeria, którą konsekwentnie uprawia Beata Szydło.

W ciągu dwóch lat rządowi PiS udało się skutecznie zniszczyć wizerunek Polski w świecie i zniszczyć zaufanie racjonalnie myślących Polaków do najważniejszych instytucji państwa. Ale są też sprawy mniejsze, choć równie ważne. Należy do nich wyrzynanie Puszczy Białowieskiej.

Stosunek do tego nie jest tylko testem indywidualnej wrażliwości, ale przede wszystkim testem odpowiedzialności za wspólne państwo i za wspólne wartości.

Nie tylko dla wrażliwców
Bo tu nie chodzi o przyrodniczą wrażliwość, sentyment do kwiatków i żubrów. Choć dla wielu osób to bardzo ważny motyw, by stanąć w obronie Puszczy.

Ja dorastałem na wsi, w szacunku dla natury i wszelkiego życia. To pewnie zasługa dziadka i babci – rolników, którzy nauczyli mnie, że wszyscy jesteśmy częścią większej całości, która od siebie współzależy. Może dlatego zainteresowałem się później w szkole biologią. Nauczycielka w czwartej klasie podstawówki w Zwoleniu wypożyczyła mi do domu mikroskop na ferie, żebym mógł odkrywać świat pantofelków. Dziś pewnie minister Zalewska wyrzuciłaby ją za to z pracy.

Pamiętam, jak w podstawówce całe wakacje ciężko pracowałem żeby kupić sobie lornetkę, i ile frajdy dawało oglądanie jak o piątej rano budzi się ruch w gnieździe perkoza. I pamiętam, ile razy później w najwspanialszych parkach narodowych świata, które miałem szczęście widzieć – Yellowstone, Ha Long czy Teide – natura zapierała mi po prostu oddech.

Ale Białowieża nie jest tylko sprawą indywidualnej wrażliwości. To przede wszystkim kwestia wizji państwa i wizji wspólnego dobra.

Ochrona jest kluczowa
Państwo powinno chronić cenne dla nas wartości, dziedzictwo które jest unikatowe. To materialne oraz to niematerialne.

Puszcza Białowieska to jeden z nielicznych terenów, które szczególnie zasługują w Polsce na ochronę. Pamiętam pierwszy pobyt tam, głębię i ciszę zimowego lasu, majestat przyrody. Parę z nozdrzy żubra, który pojawił się w mroźnym lesie. Ciszę i spokój, których nie doświadczy się już niemal nigdzie w Europie.

Coraz mniej jest takich miejsc na świecie, bo niszczymy Ziemię w tempie ekspresowym. Dziś mamy na świecie 203 miejsca na liście dziedzictwa przyrodniczego ONZ. W Europie jest och zaledwie kilkanaście, m.in. słoweński Karst, wulkan Etna na Sycylii czy delta Dunaju. Każde z nich jest wyjątkowe, unikatowe. Każdy, kogo mózgu nie przeżarł alkohol albo cynizm powinien się cieszyć, że Puszcza Białowieska jest na tej liście. Choćby dlatego, że w każdym z tych miejsc stajemy twarzą w twarz przed siłą większą od siebie, przed życiodajną siłą i majestatem natury.

To zresztą powód, dla których kraje, od demokratycznych po autorytarne, starają się chronić dziedzictwo natury. W odróżnieniu od barbarzyńców, którzy zazwyczaj niszczą, co się da.

Rżnę, bo mogę rżnąć
Minister Szyszko i rząd PiS pokazują, że są „suwerenni” – i w związku z tym mogą rżnąć, co popadnie.

Ale to zachowanie barbarzyńcy, a nie odpowiedzialnego suwerena. Suweren wie, że są pewne wartości, które trzeba chronić. Ma do nich respekt. Puszcza Białowieska miała szczególny status już za Zygmunta August, a nawet za rosyjskich zaborców. Nagle przestała go mieć – pod "najbardziej patriotycznym, bla bla, etc. etc." polskim rządem.

PiS puszczę niszczy. Dokładnie tak, jak barbarzyńcy z ISIS niszczyli Palmirę czy posągi w Mosulu. To jest ta sama „kategoria wagowa”, i ta sama wrażliwość świata.

Rząd mówi nam: zniszczę Trybunał Konstytucyjny, opluję instytucje państwa, sprofanuję wszystko, co się jakoś dla rozsądnych ludzi liczy. Minister Szyszko najwyraźniej usiłuje za tym kierunkiem nadążyć, więc na swoim poletku zachowuje się jak luj, który obsikuje Wawel, nie dlatego że nie wie jakie jest jego znaczenie dla naszej kultury – ale dlatego, że doskonale to wie, i chce go świadomie sprofanować.

Barbarzyńca w pradawnym lesie
Zupełnie nie interesują mnie osobiste motywy działania pana Szyszko, podobnie jak on sam. Ale jakimś niezbadanym przypadkiem został on ministrem środowiska polskiego rządu. A jego słowa i działania świadczą o jednym – że jest po prostu szkodliwym głupcem.

Mamy dziś niestety w strukturach państwa do czynienia z inwazją barbarzyńców. Ludzi nierozumnych, nieokrzesanych, prostaków i chamów, których rechot i psucie instytucji naszego państwa zyskują poklask innych prostaków i chamów. Ten skarlały rechot głośno słychać, bo chamski rechot zwykle niesie się daleko. Nie ma on jednak nic wspólnego z głosem suwerena, poszanowaniem własnej tradycji i tożsamości oraz z odpowiedzialnością za Polskę dla przyszłych pokoleń.

Oczywiście, możemy uznać że puszcza jest nam obojętna, bo życie jest krótkie, Szyszko się nie zmieni, a polityka nie ma większego znaczenia. Albo, ze nie ma sensu żałować puszczy, gdy płonie konstytucja.

Ale to nie jest mądre podejście. Trzeba protestować. Dlatego bardzo mnie cieszy, że „Marsz dla Puszczy” 24 czerwca zgromadził w Warszawie tak wiele osób. Stosunek do Puszczy Białowieskiej to kwestia wartości. Przeciwstawienie szacunku do życia sile nihilizmu. Zderzenie cywilizacji zrównoważonego rozwoju i troski o swoje środowisko cywilizacji niszczenia i śmierci, śmieci i bezmyślnej eksploatacji.

Jarosław Kaczyński mówi ostatnio o „nowych barbarzyńcach”. Ale zamiast szukać nowych niech się najpierw zajmie starymi – we własnych szeregach.
Trwa ładowanie komentarzy...